PIERWSZY LIST DO KORYNTIAN 13, 1-3

         Pochwała miłości jako daru przewyższającego wszystkie charyzmaty (13, 1-13)
Rozdział ten, stanowi zapewne najsłynniejszy tekst Pawłowy, szczyt jego sztuki pisarskiej, a jednocześnie szczyt duchowego natchnienia. Tworzy on bardzo ścisłą i kompozycyjnie wykończoną całość, choć w stosunku do reszty Listu jest niewątpliwie dygresją, ale dygresją nie tylko dobrze wkomponowaną, lecz rzucającą na wszystkie dotychczasowe wywody jakieś wyższe, duchowe światło.
Tekst ten jest niewątpliwie utworem poetyckim najwyższej klasy, jest w swojej istocie hymnem, i nie bez racji zestawia go się z Psalmami Starego Testamentu albo z fragmentami Pieśni nad Pieśniami, takimi jak np. znany fragment: „Przyłóż mię jako pieczęć do serca twego, jako pieczęć do ramienia twego; bo mocna jest jak śmierć miłość, twarda jak otchłań jest zazdrość; pochodnie jej pochodnie ognia i płomieni. Wody mnogie nie mogły ugasić miłości i rzeki nie zatopią jej, choćby człowiek dał wszystką majętność domu swego za miłość, wzgardzi nią jak nicością" (8, 6-7).
Szczególnie ciekawe są te sugestie komentatorów, które prowadzą ku problemowi związku pomiędzy Pawłowa koncepcją miłości, a kwestią jego znajomości ziemskiej egzystencji Jezusa.

          Gdybym mówił językami ludzi i  aniołów, a miłości bym nie miał, byłbym jako miedź dźwięcząca albo cymbał brzmiący I gdybym miał dar proroctwa, znał wszystkie tajemnice i posiadł wszelką wiedzę, i miał całkowitą wiarę, taką, iżbym przenosił góry, a miłości bym nie miał, niczym jestem.

          Jak słusznie zwracają uwagę A. Robertson - A. Plummer, często zapomina się o tym, że Szaweł z Tarsu był człowiekiem współczesnym Jezusowi i że dzisiejsze badania biblijne prowadzą do umieszczenia daty jego konwersji niedługo po Wniebowstąpieniu. Jest możliwe, że w dniach Ukrzyżowania i Zmartwychwstania nie było Szawła w Jerozolimie, ale przecież — po wielkim przeżyciu, jakiego doznał na drodze do Damaszku — miał wszelkie możliwości dokładnego poznania życia Jezusa z relacji naocznych świadków; słuchał opowieści o wydarzeniach bardzo niedawnych, niemal wczorajszych.
Niektórzy krytycy są zdania, że bez takiej dokładnej znajomości ziemskiej egzystencji Jezusa niemożliwe byłoby powstanie 13 rozdziału naszego Listu.
W hymnie tym — mówi jeden z krytyków — wystarczy zamienić słowo „miłość" imieniem „Jezus", aby cały fragment stał się opisem Jezusa historycznego.
          Bez znajomości kolei życia Chrystusa, Jego cech i odruchów, Jego sposobu zachowania się w konkretnych sytuacjach ludzkich — Paweł nie zdołałby nakreślić tak nowej, tak przekraczającej kryteria antycznej cywilizacji, koncepcji życia. Grecja czciła intelekt, Rzym zachwycał się wielką i wzniosłą, pełną dostojeństwa potęgą, Apostoł ponad tymi dwoma ideałami stawia trzeci, wyższy od nich, który określa słowem agape, będącym dla niego syntezą tych cech, jakie olśniły go w życiu i w charakterze Jezusa historycznego.
Już w pierwszym wersecie trzeba przede wszystkim zwrócić uwagę na owo kluczowe słowo agape. To słowo o niepewnym na gruncie języka greckiego pochodzeniu jest w swej formie  rzeczownikowej   specyficzną cechą greki biblijnej (pisarze klasyczni znają czasownik agapan). 'Agape już w LXX, w przekładzie Pieśni nad Pieśniami jest określeniem miłości, w Nowym Testamencie występuje bardzo często. Wulgata oddaje je niejednolicie: przeważnie słowem caritas, ale nieraz również słowem dilectio. Łacińskie caritas jest rozumiane przeważnie jako «miłosierdzie», trzeba jednak pamiętać, że biblijne konotacje słowa agape są znacznie bogatsze.
          Pragnąc ukazać wyższość głoszonego przez siebie ideału nad wszelkimi „darami duchowymi", do których Koryntianie przywiązywali zbyt wielką wagę, Paweł skupia w trzech pierwszych wersetach wszystkie kategorie omówionych już poprzednio charyzmatów: A niektórych ustanowił Bóg w Kościele: najpierw Apostołów, potem Proroków, po trzecie Nauczycieli, innym dał moc (czynienia cudów), jeszcze innym dary uzdrawiania, posługiwania, rządzenia, władania językami" (1 Kor 12, 28). W tym rozdziale znowu mówi o tych wszystkich darach: o darach ekstatycznych (w. 1), o darze nauczania (profeteia), o darze czynienia cudów (w oparciu o wiarę: pistis, w. 2) i wreszcie o darze dobroczynnego rządzenia (w. 3). W tym zestawieniu nietrudno dopatrzyć się tego, co starożytni retorzy nazywali climax, tj. wzmagającego się stopniowania. Należałoby z tego wyciągnąć wniosek, że dar pierwszy, „dar języków", jest w oczach Pawła stosunkowo najniższy, (ale szczególnie i nadmiernie ceniony przez Koryntian, dlatego wymieniony jest na wstępie), ostatni zaś dar — dar dobroczynności, czyli caritas, w węższym sensie tego słowa — najwyższy ze wszystkich. Ale i on nie jest pierwszym w chrześcijańskiej hierarchii wartości. Trzeba tu przypomnieć o niewystarczalności przekładu agape przez caritas: agape ma sens bardziej metafizyczny. I Paweł nie waha się podkreślić, że może istnieć miłosierdzie, w którym owej agape brakuje.
          Od początku tego rozdziału Apostoł jest w nastroju niezwykłego natchnienia. Dlatego nie ogranicza się do wymienienia „daru języków" — chce podnieść ten dar do najwyższych jego przypuszczalnych wymiarów, aby tym dobitniej zaznaczyć, że w ostatecznej instancji jest on jednak niewystarczający. Mówi, więc nie tylko o mówieniu „językami ludzi", ale również o mówieniu „językami aniołów". To podwyższenie wymiaru świata ludzkiego przez ukazanie perspektywy na świat aniołów już raz pojawiło się w tym Liście:, „Bo sądzę, że Bóg nas, Apostołów, przeznaczył na ostatnich (spośród ludzi), na skazańców, gdyż widowiskiem staliśmy się dla świata, dla aniołów i ludzi (4, 9). Warto również zwrócić uwagę na to, że w ówczesnych środowiskach judejskich wiele rozprawiano o mowie aniołów (por. H. Strack — P. Bille r b e c k, Kommentar zum Neuen Testament aus Talmud und Midrasch, dz. cyt., 3, 449 n) utrzymując, że chociaż aniołowie mówią po hebrajsku, to jednak Gabriel zna 70 języków świata. Orygenes powie później, że według jego intuicji mowa aniołów jest o tyle wyższa od mowy ludzkiej, o ile język ludzi dorosłych różni się od nieartykułowanego gaworzenia dzieci. Zaznaczyć by również należało, że stylistyczna konstrukcja pierwszego wersetu ma swoje analogie w charakterystycznych fragmentach poezji antycznej, greckiej i rzymskiej.
Oto dwa przykłady. Można przeczytać w Iliadzie:
Całego tego mnóstwa ludu nie zdołam opisać ani wymienić,
choćbym miał dziesięć języków i dziesięć ust,
choćby głos mój był nieznużony,
a serce w mojej piersi — spiżowe (2, 488 — 490)
lub u Wergiliusza:
Nec ego cuncta meis amplecti ver-sibus opto,
non mihi si linguae centum sint, oraąue centum,
ferrea vox.      (Georg. 2, 42 — 44).
(Wiem dobrze, że nie wypowiem tego wszystkiego moimi wierszami,
choćbym nawet miał sto języków i sto ust,
choćbym miał głos brzmiący żelazem).

          Dodać jeszcze trzeba, że namiętny ton tego wersetu może być spowodowany również tym, że Paweł nie tylko Koryntian, lecz i samego siebie stara się przekonać o tym, że te dary duchowe, — chociaż tak wspaniałe i dające człowiekowi tak wielkie poczucie siły — nie są jednak czymś najwyższym. Apostoł dar ten posiadał w wyższym stopniu niż inni: „Dzięki czynię Bogu mojemu, że mówię językami więcej od was wszystkich" (1 Kor 14, 18).

Proszę zwrócić teraz uwagę na drugą część wersetu:

„byłbym, jako miedź dźwięcząca albo cymbał brzmiący".

          Owa „miedź dźwięcząca" oznacza najprawdopodobniej jakiś rodzaj gongu; Paweł wybiera tu instrumenty muzyczne, wydające dźwięk nie tylko głośny, ale również chaotyczny, nieskoordynowany. Onomatopeiczne słowo „brzmiący" (alaladzo) brzmieniem swym naśladuje głośny i przeciągły, przytłaczający hałas. W grece biblijnej oznacza ono czasem wrzawę zwycięstwa (np. w LXX: Joz 6, 20; 1 Król 17, 52), w innych zaś wypadkach lament żałobny, okrzyki bólu (Jer 4, 8;13,2-3 Mk 5, 38)

          Cymbały są często wspominane w Starym Testamencie, w Nowym zaś tylko w tym jednym miejscu. Wiadomo z literatury i archeologii, że były one w epoce Pawła bardzo popularnym instrumentem w kulcie Dionizosa i Kybeli oraz w obrzędach korybantów. Jeśli zważy się, że Paweł tak silnie podkreśla wątpliwe z moralnego i duchowego punktu widzenia aspekty „daru języków", wyda się zupełnie możliwe, iż Apostoł zestawia w tym zdaniu niewłaściwe, bliskie zbiorowym psychozom przejawy „daru języków" z chaotyczną wrzawą gongów i cymbałów w kultach pogańskich. Może też stara się podkreślić jałowość zewnętrznych przejawów i takich aspektów kultu, jakie wynikają z ludzkiej próżności, a nie z prawdziwej potrzeby serca, i właśnie, dlatego posługuje się metaforycznym obrazem cymbałów, które — były wydrążone, puste — i właśnie ta pustka wzmagała rozgłośność ich brzmienia. Fraza Pawła nawiązuje zresztą do przysłowiowych wyrażeń starożytnych. Dodonaion halkeion było popularnym określeniem człowieka rzucającego wiele słów na wiatr. Wiemy też, że gramatyk Apion — ten sam, przeciw któremu napisał swój traktat Józef Flawiusz — został, zapewne z racji swego niepohamowanego samochwalstwa — nazwany przez Tyberiusza cymbalum mundi.

I gdybym na żywienie ubogich rozdał całą majętność swoją, a ciało moje wydał na spalenie, a miłości bym nie miał, nic mi nie pomoże.

          Słowo tu zastosowane odnosiło się w klasycznej grece do karmienia dzieci i małych zwierząt, do dawania im fomion, czyli «kęsów» pokarmu. Spotyka się to słowo w LXX, gdzie oznacza ono udzielanie darów dobroczynnych wielkiej rzeszy ludzi (PowtPr 8, 3. 16; por. Rz 12, 20).
          Jaskrawy obraz „a ciało moje wydał na spalenie", prowadzi ku bardzo ciekawym rozważaniom i perspektywom z dziedziny historii i kultury. Skąd nasunęła się Pawłowi owa wizja samospalenia jako wyrazu, wielkiej (choć fałszywie rozumianej) gorliwości w służbie idei? Niektórzy komentatorzy sądzą, że odpowiedzi szukać trzeba w wpływach obcych cywilizacji, w wieściach nadchodzących do strefy śródziemnomorskiej z obszaru cywilizacji indyjskiej.
          O tym, że wieści o obyczajach religijnych hinduizmu docierały do Palestyny, wiadomo od Józefa Flawiusza. W jego De Bello Iudaico znajduje się niezwykle interesujący fragment mowy Eleazara: „Otrzymawszy tak wspaniałe wychowanie ojczyste, winniśmy dać innym przykład pogardy śmierci. Jeśli zaś potrzebujemy w tej sprawie zachęty ze strony innych narodów, to spójrzmy na tych Hindusów (Indous), którzy praktykują zasady filozofii. Ci dzielni ludzie z niechęcią znoszą wyznaczony im okres życia, traktując życie jako pewnego rodzaju obowiązek wobec natury, i niczego tak nie pragną, jak uwolnienia swych dusz od ciał. I nieraz, chociaż żadna szczególna niedola nie wygania ich ze świata, pod wpływem samej tęsknoty za stanem nieśmiertelności oznajmiają nagle swym przyjaciołom, że zamierzają odejść. Nikt ich wtedy nie powstrzymuje, lecz wręcz przeciwnie — wszyscy im gratulują i przekazują im różne posłania do swych bliskich umarłych; tak pewna i niezachwiana jest ich wiara we wzajemne obcowanie dusz. Wysłuchawszy owych zleceń, oddają swe ciała ogniowi, aby dusze mogły wyzwolić się z ciał w stanie najczystszym, i umierają wśród rozbrzmiewających hymnów pochwalnych. Ich najbliżsi prowadzą ich na tę śmierć z większą gorliwością, niż ludzie innych narodów wyprawiają krewnych w jakąś bardzo daleką podróż; płaczą wtedy nad samymi sobą, ale nie nad nimi, gdyż uważają ich za szczęśliwych, za tych, którzy odzyskują nieśmiertelność. Czyż więc nie wstyd nam, że mamy lichsze serca niż owi Hindusi i że swoim tchórzostwem ściągamy niesławę na nasze prawa, stanowiące przedmiot zazdrości dla całego rodu ludzkiego" (7, 8 7).
          W książce The Wonder that was India (London 1954) uczony angielski A. L. Basham tak pisze o kontaktach między Indiami a Zachodem w owej epoce: „Oprócz kupców źródła klasyczne ukazują nam na tle Rzymu również indyjskich wróżbitów, zaklinaczy i prostytutki”. Wiemy też, że poganiacze słoni zawsze towarzyszyli zwierzętom eksportowanym na Zachód. Mamy relacje o kilku poselstwach wyprawionych przez królów indyjskich do rzymskich cesarzy. Najwcześniejsze z nich, według relacji Strabona, przybyło od króla Pandiów i zostało przyjęte przez Augusta w Atenach ok. roku 20 przed Chr. Należał do niego — podaje Strabon — asceta imieniem Zarmanochegas (sanskryckie: Sramanaczaria), który znużony życiem wśród więzów doczesnego świata, dobrowolnie się spalił w Atenach. Wysunięto domysł, że św. Paweł pisząc sławne zdanie: „gdybym... ciało moje wydał na spalenie, a miłości bym nie miał, nic mi nie pomoże" — miał na myśli właśnie to zdarzenie sprzed kilkudziesięciu lat, o którym słyszał od swych ateńskich przyjaciół. Jest to oczywiście tylko domysł, ale x domysł, którego nie można całkowicie przekreślić".
Domysł — dodajmy — tym bardziej uzasadniony, że — jak wiadomo od Plutarcha – w Atenach istniał grób owego ascety, «indyjski grób», na którym widniał napis w języku greckim: „Zarmanochegas, Hindus z Bargosy, według tradycyjnych obyczajów indyjskich uczyniwszy się nieśmiertelnym, tu spoczywa".
 (Alexander, 69) — w 13,4-5